miércoles, 19 de enero de 2011

Wspomnienia...

Hej !

Szczerze powiedziawszy nie wiem od czego zaczac :-) . Nie chcialabym sprowokowac naglej smierci z przyczyn zanudzenia u mych czytelnikow (o ile jeszcze takowi istnieja) . Postaram sie wiec na temat hahaha. Jak juz pisalam w poprzednim poscie 17 grudnia wyruszylismy w podroz do Polski . Ciekawie bylo z dzieciakami tyle godzin w samochodzie. Noemi w sumie przespala cala imprezke, ale Nadusia nagle sie rozchorowala, dostala goraczki i byla strasznie marudna. Dobrze, ze jechala z nami moja siostra i tak na zmiane staralysmy sie nia zajmowac . No ale zajechalismy cali :-) . Pobyt w Kaliszu zaczelismy nieciekawie. Zimno jak cholera , samochod sie zepsul , a na koniec trafilam z Nadusia do szpitala na 24 godziny. Eh :-/ . Na szczescie wszystko wrocilo do normy i moglismy swietowac z najblizszymi przy wigilijnym stole :-) . W tym roku Mikolaj przeszedl sam siebie haha. Chyba wszyscy otrzymalismy to, co nam sie marzylo. Noemi i Nadia z zacietymi minami otwieraly swoje prezenty . Byla ich cala masa i wszystkie zaakceptowane wielkimi usmiechami i wyrazami podziekowan :-) . (Wyobrazcie sobie ile te zabawki zajely miejsca w samochodzie i jak teraz wyglada pokoj dziewczynek :-/ ).

Ja swoimi prezentami pochwale sie w szczegolach innym razem. Napomkne tylko, ze moj malenki zbior ksiazek powiekszyl sie o kilkanascie egzemplarzy. Jest cos dla ciala , a takze przydasiowo do kuchni :-) . Krzysiu w wiekszosci poszerzyl zasoby szafy , co mu na zle nie wyszlo hahaha. Rodzice i siostra raczej takze nie mogli na pana Mikolaja narzekac .
W pierwszy dzien Swiat Bozego Narodzenia przyjelismy Nadusie w krag chrzescijan. Z chrzcinami mielismy wiele zagmatwanych historii . Tak to jest , jak samemu nic nie mozna zalatwic , bo za daleko . Moja mamuska dzialala jako nasza wyslanniczka. W rezultacie swietowalismy w domu mojej babci , gdzie tez odbyla sie cala ceremonia. Bylo bardzo wesolo. Nadia wyswiecona przespala cala impreze :-) . Rodzice chrzestni zadowoleni, szybko zlapali wspolny jezyk z Nadia. Jakby nie patrzec widzieli sie po raz pierwszy w zyciu.
Tu z chrzestnym w Kosciele w Tlokini Koscielnej. Piekny, stary i malenki kosciolek. Przy okazji mozecie zobaczyc moje nowe Ja w ciemnych wlosach. Od kiedy pamietam bylam blondynka . Przed wyjazdem do Polski cos mnie tknelo i powiedzialam do mojej fryzjerki "Wal na kasztan" hahaha. Jakos nikt nie byl do konca przekonany do mojej decyzji, nawet ja sama haha, ale chcialam cos zmienic . A powiem wam w tajemnicy, ze moj Krzys lubi brunetki hahaha . Ciesze sie, ze sie zdecydowalam na ten krok, bo lubie sama siebie (o ile wogole moge powiedziec, ze sie lubie) w tym kolorze. No ale wracamy do tematu. Zdiec z chrzcin mnostwo , wiec co byscie nie posneli, jeszcze 2 fotki i zmieniamy temat :-) . Na zdieciu z chrzestna.
Od lewej : Chrzesni -Marta i Damian, Nadusia ( w objeciach wujka) , moja siostra- Agnieszka , kochana babcia - wlascicielka lokalu , ja i Noemcia (nie chciala juz pozowac do zdiec ).
Jak sie mozecie domyslic prawie codziennie jezdzilismy i odwiedzalismy rodzine. Ostatni raz w Kaliszu bylismy 2 lata temu. Przez ten czas urodzily sie dzieci, odbyly sie sluby i wazne imprezy ... Sporo nas omija , wiec wykorzystujemy czas na maxa. Jeden dzien przeznaczylismy na rodzinne zwiedzanie zamku w Gloluchowie, blisko Kalisza. Choc blisko , nigdy dotad nie mialam okazji go pozwiedzac . Jesli ktos ma okazje , to bardzo polecam. Zamek nie jest wielki. Pochodzi prawdopodobnie z roku 1560. Tu mozna poczytac o jego historii, jesli ktos ma ochote. Zaraz obok zamku jest klimatyczna malenka restauracyjka ( z wypchanymi, zwierzecymi glowami na scianach hahaha) . Mozna sie ogrzac przy cieplej herbatce i zjesc cos cieplego (kawy nie polecam :-/ ). Sylwestra spedzilismy w domku z dziewczynkami i moimi rodzicami . Noemi z Krzysiem dali czadu z petardami juz wieczorkiem . Pozniej zrobilismy sobie wykwintna kolacje, szampan ,a o 24 :00 ja i Krzysiu poszlismy przed blog wystrzelac reszte petard :-) . Moze nie bylo zbyt balowo, bez tancy, czy glosnej muzyki , ale bylismy razem , a to najwazniejsze :-) .Czas w Kaliszu zlecial , jak zawsze, zbyt szybko i choc juz bardzo tesknilam za domem , zal mi bylo rozstawac sie z rodzicami , babciami i reszta rodzinki. Kto wie, kiedy wyruszymy w tamtym kierunku? Teraz pieniazki beda potrzebne na realizacje marzen w domku. Mam nadzieje, ze posuniemy sie na przod i bede mogla czyms wam sie pochwalic. Poki co, drobne rzeczy pojawiaja sie w naszych katach, ale o tym , nastepnym razem :-)

Mam nadzieje, ze wszyscy zyja i nikogo w depresje nie wpedzilam tym swoim opowiadaniem haha. Aha, prosze o wybaczenie i cierpliwosc w nadrabianiu blogowych zaleglosci. Powoli wszystkich odwiedze w miare mozliwosci czasowych. Buziaki wielkie i usciski cieple. Ania

7 comentarios:

Kasia dijo...

baaaardzo ładnie Ci w tych kasztanach na głowie
normalnie całkiem inna kobieta się zrobiłaś:)
dobrze, że się choroba szybko skończyła i święta się udały:)
wszystkiego najlepszego w Nowym Roku
pozdrawiam serdecznie

lore-mia dijo...

".pobyt w Kaliszu..." Zamek w Goluchowie...."
Pochodze z ...Pleszewa:)30km od Kalisza:)
Te zdjecia, "do zamku" jade czesto jak jestem w Polsce, potem nad jezioro....Naprawde pieknie tam jest!
Pozdrawiam:)

OLQA dijo...

W kasztanie tez ładnie.... ciesze się,że święta Ci się udały, pozdrawiam

lore-mia dijo...

Ja tez ponad 30 lat bylam blond...choc czuje sie super w tych ciemnych.Jaka jest Hiszpania?Ludzie,krajobraz,klimat?...

babibu dijo...

zamek gołuchowski mam praktycznie z płotem:))

rozumiem,że chociaż grafik napięty to wyjazd był udany?:)

aga.ocean dijo...

Witaj kochana, faktycznie w tych włoskach to zupełnie inna babeczka :) ładnie Ci :)
Dziewczynki już jakie duże, czas szybko leci,prawda? Wszystkiego dobrego Wam życzę :)
buziaki
Aga

paula_71 dijo...

Cieszę się,że pobyt w Polsce udał się,zazdroszczę,bo ja od 3 lat nie byłam na święta w kraju...

Kochana,dobrze Ci w tym kasztanowym :)

Buziaki dla dziewczynek!