viernes, 8 de octubre de 2010

Kurde!

Pisze posta po raz trzeci! Nie wiem co sie dzieje, ale posty mi znikaja. I sie wkurzylam. Rozpisalam sie na maxa a tu co? No nic . Wszystko zniklo! Wiec po raz trzeci i ostatni. Krotko i na temat, bo obie cory sa w domu znudzone i trza sie nimi zajac :-). Nadia rosnie jak na drozdzach. Po dlugich i ciezkich walkach , w koncu, 30 wrzesnia, pojawil sie pierwszy zabek. Raczkuje, podnosi sie na nozki w mig, rozrabia , pomaga ukladac mamie na polkach i w szafkach... Ciekawa wszystkiego jest i tyle :-) . Noemi z dnia na dzien madrzejsza. W szkole pilna i wychwalana przez profesorke , w domu... no coz , jak to w domu. Obie rozrabiaja i daja mamie popalic :-) . Nadal czekamy na zabieg usuniecia migdalkow , wiec katarow i angin nam nie brakuje :-/ . W listopadzie mam wizyte u anestezjologa i ten ma nam dac juz skierowanie do szpitala. Oby jak najszybciej , bo Noemi strasznie oddycha i meczy sie kazdej nocy. A my cierpimy razem z nia.

Nadia robi porzadek w plytach CD.


Moja ksiezniczka:-)
W domu wielkich nowosci nie ma. Zrobilam kilka mniejszych rzeczusi. Wieksze czekaja, az znajde troche czasu. Moze w ten dlugi weekend cos wykombinuje (swieto jakies i 4 dni wolnego) . Planuje zmiany w pokoju dziennym .Chce zmienic stol na mniejszy, okragly. Juz jest wyczyszczony i czeka na malowanie. Poza tym , jako ze stol mniejszy bedzie, chce przeniesc regal z komputerowego . Ale to dopiero po jego reformacji :-) . Sciany nadal nie wykonczone. Szlag mnie juz trafia, choc jestem na ogol dosyc cierpliwa. To juz mnie przerasta. Gdzie nie spojze - poobdzierane sciany! Grrr . Niestety to jest dosyc duza inwestycja, jak na nas oczywiscie. Oprucz desek, trzeba kupic farby, zeby je pomalowac , no i farby na sciany do gory. Wydaje sie, ze to nie wiele ale zliczajac wszystko , wyjdzie spora sumka. I tak odkladamy to z miesiaca na miesiac a mnie wlosy na glowie sie jeza. A to samochod odebralismy od mechanika (po prawie 2 latach) , wydalismy fortune , a to Krzys narzedzia do pracy potrzebowal nowe (a byle czym sie chlop nie zadowoli) , zimne dni przyszly , wiec trzeba bylo kupic nowe ciuszki i buciki dziewczynkom ( a kto ma dzieci wie, jaki to wydatek) i tak zawsze cos. Ja chodze , marudze, Krzysiu pociesza "kochanie, zrobimy" a ja pytam "kiedy?" i humor psuje wszystkim dookola haha. Ahh jakbym chciala miec chociaz to zrobione :-). Wiem , wiem ciagle mi malo, ciagle czegos szukam. Ale czym byloby zycie bez marzen, bez jakiegos celu, malego czy wiekszego? Jakbysmy zyli tylko ot tak, nie byloby nudno? Gdybysmy pracowali tylko po to, by jesc i placic rachunki, to napewno bysmy powariowali. Potrzebne sa nam zmiany , jak rybce woda ! Jedni lubia podroze, drudzy inwestuja w hobby , a ja lubie moj dom. Lubie go upiekszac, ciagle cos w nim zmieniac. Lubie usiasc z zadowolona mina , na moim ulubionym miejscu (odnosnie tego miejsca - oh jak mi sie marzy fotelik wygodny ...) , wziasc ksiazke do reki ( w drugiej rece opcjonalnie winko np :-) ) i podumac nad tym , jak mi dobrze :-) . No lubie tez zakupy i podroze , ale to inna bajka hahaha. I wkurza mnie, jak kazdy mi powtarza- mlodzi jestescie , macie jeszcze czas. No ba! Czasu w cholere. Ale ja nie chce dumac z ta ksiazka (i winem opcjonalnie) w wielku 60 lat. Ja chce korzystac z tych przyjemnosci teraz. Moze za 30 lat nie bedzie mnie interesowala kanapa czy kolor scian, bo zajme sie cholesterolem czy obolalymi nogami. A miedzy wizytami u lekarza ,bede ogladac telenowele :-) .Czy za duzo zadam od zycia? Moze i za duzo, i teraz na jakas pazerna egoistke wyszlam. No coz , ten ,co nie chce, niech nie czyta. A ten, co chce mnie pokrytykowac- bardzo prosze :-) . Zeszlam z tematu... ale siem rozproszyla, nie wiem , co mam pisac z wrazenia haha. Moze po prostu zdiecia wam pokaze i juz. Jak sie pojawi cosik nowego to wrzuce. Tymczasem troszke czytam (jestem przy 3 czesci "Magicznego kregu" Libby Bray. Wciagnely mnie opowiastki o swiecie wrozek, wampirow i innych stworzen .Ksiazke polecam ) , marze sporo i nalogowo snuje plany. A wam kochane kobitki zycze milego i udanego weekendu! P.S. Zdiecia nadal telefonem komorkowym robione, wiec jakosc nieciekawa.

Nowe pele-mele na szpargoly:-)
Wieszaczek na parasol i kapelusz:-)

Sypialnia o zachodzie slonca i nowa narzuta od mamusi.Prawda ,ze o wiele lepiej?
Waleczek wlasnej roboty.
Do uslyszenia!

12 comentarios:

Our Homemade Home dijo...

Pieknosci zrobilas:) A ztym wykonczeniem to bardzo mi znajomo brzmi. U nas tez ciagle cos wazniejszego sie znajdzie. Listwy trzeba malowac juz musielismy zrobic w jednym malym kacie i wnetrze od razu lepiej wyglada:)
Sliczny material w kropeczki:) Widzialas moze taki, ale w drobniejsze i czerwony?
Pozdrawiam cieplutko:) i nie marudz, pomarudzimy jak bedziemy mialy 60tke, wtedy moze o czyms innym bedzie blog;DDD

HANNAH - UNE FEMME dijo...

No a gdzie w tym wszytskim te ręce zajęte moim kredytem chmmmmm-osz ty. Słuchaj czy tam u Cie za oknem to takie temperatury w stylu-chrzanic wszystko, deprecha nie grozna, bo mam lato 12 miesiecy w roku? jeśli tak, to ja juz wiem gdzie na ta swoja starość 60 letnią będe gazetki czytała i reumatyzmem sie hełpiła-choć moja ciocia ma 70 a nogiiii fiu fiu Buziole w nocha i piszotos chollerotos do mnie
ps - córeczki mniam mniam

anne dijo...

wiesz Aniu, tak to chyba jesat, ze my kobiety lubimy zmiany i upiększanie własnego (mniej lub bardziej) kąta... mój M często powtarza: "ale to już mamy", lub "przecież jeszcze jest dobre to po co wymieniać"... a ja także po prostu lubię zmiany... nawet niewielkie: inna osłona na ulubionego kwiatka, poszewka na poduszką, a już pokój wygląda inaczej... także lubię swój dom (a w zasadzie mieszkanie) i nie uważam by była to zbrodnia, że chcesz już by wszystko było tak ja sobie wymarzyłaś... :))
DZIEWCZYNKI WSPANIAŁE!!!!

pozdrawiam serdecznie

Kamila dijo...

Kącik różowo-groszkowy, jak najbardziej w moim guście ;)
Mogę sobie tylko wyobrazić, co to znaczy, mieć dwóch ,,pomocników,, w domciu. U mnie jeden, czasem doprowadza mnie do rozstroju nerwowego ;)

Pozdrawiam

aagaa dijo...

Zdrówka życzę córci ,i żeby z tym zabiegiem wszystko było dobrze.
Śliczniusio u Ciebie, jak zawsze!
A z remontami ,to niestety wszędzie tak samo.I wszystko rozbija sie o kasę...
Buziaki przesyłam

martar dijo...

Tal to już jest z tymi pieniędzmi ,jak coś nagle wymaga znacznego wpływu gotówki to inne rzeczy zaczynają się sypać ,stają się bardziej ważne .Mam nadzieję ,że uda Wam się wykończyć resztę domku ale co nagle to po diable(tak mówią)tak więc życzę Wam wytrwałości,choć wiem jakie to trudne czasami bo sama jestem taką osobą ,która jak coś chce to nie lubi czekać.
Córeczki faktycznie rosną jak na drożdżach,piękny im zrobiłaś pokoik.Sypialnia również świetna aż jestem ciekawa jak będzie wyglądał salon:)
czekam na efekty
ściskam

paula_71 dijo...

Kochana,Nadusia już taka duża :) Poproszę o więcej zdjęć dziewczynek,bo czuję niedosyt!!!

Zmiany też lubię,tak jak napisała Anna,wystarczy nowa poszewka na poduszkę,a już jest inaczej.
Swoją drogą,wałeczek który uszyłaś powalił mnie na kolana.Serio,chyba sobie zamówię podobny u Ciebie :D

Uściski dla Ciebie i dziewczynek :*

Our Homemade Home dijo...

Aniu blog juz jest otwarty:) Zapraszam, musze zamiescic nastepny post:)
Pozdrawiam cieplutko:)

elka dijo...

Narzuta boska poprostu ,też o takiej myślę ,może kiedyś wpadnie w moje ręce bo sama to ja jej raczej nie zrobie

english-style dijo...

cudna narzuta i poduszki a jaki krajobraz za oknem zazdroszczę a wszystko przyjdzie z czasem,ważne że jest już dom to połowa sukcesu.
pozdrawiam

Mili dijo...

Aniu leci czas jak szalony. Nadia ma juz ząbek i raczkuje, jejku jak szybko mineło.
Masz race czasmi wystarczą małe zmiany w domu i człowiek się cieszy.
Ja niby coś robię w domu ale jakoś bez większego przekonania. Kuchnia staneła na etapie urządzania sprzed 5 lat, stara szafa w sypialni, która jest w obciachowej niemodnej politurze, ale nie jest moja i nie moge nic z nia zrobić. A ubrania musze w czymś trzymac- neistety. Chcialam sobie kupić pax z IKEA ale sie okazalo że jej wysokość jest za duża i tylko 1 cm byłoby odstępu od sufitu. Niby nie problem ale śufit też krzywy wiec nie bedę ryzykować.

Poza tym chcę wybudować dom, własciwie dom mamm, do kapitalnego remontu- drewniany- ale to nie temat na ten czas, dopiero z klika lat.
Czas leci a ja w coraz większej desperacji marzę o swoich 4 kątach bo lata nieubłaganie lecą. A nie chcę mieć 45 lat i stawiać dom.
Stoję przed olbrrzymim dylematem, bo chcę mieszkać w miejscowości i na placu, gdzie obecnie mieszkam ale na ten drewniany domek musze poczekać- nie wiem jak długo.
kasę zbram do przyslowiowej skarpetki ale nawet ne wiem po co i nic z tego nie mam za bardzo.
I nagle okaże się że mam 60 lat , nie mam domu a nawet kątu urzadzonego tak bym czuła sie dobrze.

Poza tym oddałabym wszystko by być zwykła gospodynia domową i nie pracowac zawodowo. Dla mnie to prawdziwa zmora

U Ciebie jak zwykle w domku uroczo i bardzo dziewczęco

pozdrawiam cieplutko

Fantazja dijo...

Narzuta piękna!